Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Autor Wątek: Business is business  (Przeczytany 1115 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

toporow

  • *
  • Podziękowania otrzymane: 0
    • Zobacz profil
Business is business
« dnia: Sierpień 21, 2008, 12:47:58 »
Od wielu lat piłką nożną rządzą pieniądze. To bez nich nie byłoby przyzwoitych wynagrodzeń dla piłkarzy, wielkich transferów. W jaki sposób niby zarząd klubowy miałby rozbudowywać własne obiekty treningowe, nie mówiąc już o stadionach? Wszystko sprowadza się do… gotówki.


Najpierw przeanalizujmy, czy na pewno opłaca się wielkim klubom kupować piłkarzy za duże sumy pieniędzy czy jednak szlifować swój własny talent. Przypuśćmy, że chcemy sprowadzić do klubu Villę, który jest królem strzelców Mistrzostw Europy. Aktualnie to on jest na topie, wiele dzieciaków go uwielbia, jest wyceniany na około 35 milionów euro. No więc wydaliśmy sporą sumkę na tego napastnika. Piłkarz nawet nie zdążył zagrać jednego spotkania w naszych barwach, a już koszulki rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Warto także wspomnieć, że oryginalne koszulki drużyn ze szczytu są bardzo drogie, więc klub ma wiele pożytku z tej transakcji. Już nawet nie mówię jaki pożytek napastnik tego kalibru dałby swojej drużynie zdobywając wiele bramek w sezonie. No ale przejdźmy teraz do minusów tegoż zakupu. Zawodnik takiego formatu zażądałby nieprzeciętnych zarobków, w grę wchodziłoby nawet kilku milionów rocznie (!). Przypuśćmy, że podpisał z nami kontrakt na dwa lata, a przy tym zarabia rocznie 3,5 miliona euro. Gdy umowa między nami, a piłkarzem będzie bliska końcowi, wtedy będziemy zmuszeni o ponowne negocjowanie warunków, jeśli piłkarz przez ten okres czasu grał dobrze, nieuniknione jest podwyższenie wynagrodzenia, co wiąże się z jeszcze większymi wydatkami.

Przejdźmy teraz do drugiego wariantu. Czyli nauka od początku któregoś z naszych młodych podopiecznych. Warto tutaj przyjrzeć się taktyce Wengera, który w tym sezonie ma bardzo młodziutką kadrę. Jego taktyka polega głównie na tym, aby wyszukać młodych piłkarzy i przenieść ich do szkółki Arsenalu, a jeśli już mają profesjonalne kontrakty, wtedy wykupić ich za kilka milionów  i zająć się szlifowaniem talentu. Francuski szkoleniowiec zwykle nie przekracza pensji 60 (góra 80) tysięcy funtów tygodniowo, co wydaje się ciut (a może i więcej) za mało, patrząc na zarobki w innych wielkich klubach. Większość młodych zawodników przepełnia ambicja o wyższe cele, więc zamiast proponować im stałe wynagrodzenie, możemy zastąpić je tzw. pensją motywacyjną. To oznacza, że zapłacimy im tyle i tyle za wygranie ligi, za zdobycie pucharu itp. Na pewno takie wynagrodzenie jest bardziej korzystne dla klubu niż stała pensja, ponieważ zespół za zdobycie danego trofea dostaje nie banalną sumę pieniędzy. Przybliżmy bardziej postać jednego z głównych aktorów na Emirates – Cesca Fabregasa. Około trzech lat uczył się piłkarskiego rzemiosła w szkółce FC Barcelony, jednak to Wenger go zauważył, ściągnął wtedy jeszcze szesnastoletniego Hiszpana do Anglii, aby już kilka miesięcy później dać mu szansę debiutu. Chyba nie trzeba mówić jaką teraz jest gwiazdą, wartą w przybliżeniu aż 38 milionów euro! Powiedziałem już dość o plusach, teraz czas na minusy. Niestety i ten sposób ma swoje słabe strony. Jedną z głównych jest właśnie przyszłość młodziana. Jaką mamy pewność, że będzie w równym stopniu się rozwijał, czy nie złapią go groźnie kontuzje? To jest loteria. Dodajmy do tego także, że dopóki nie będzie grał ponad przeciętnie koszulki z jego nazwiskiem nie będą sprzedawać się dość dobrze. Następnym minusem jest brak doświadczenia. Jeśli zawodnik gra dużo, jego poziom wiedzy non-stop wzrasta, wie jak zachowywać się w takich i takich sytuacjach, po prostu staje się mądrzejszy. Takim młodym zawodnikom potrzebna jest gra co tydzień w spotkaniach o punkty, w których nabierze się ogrania oraz pewności do własnych umiejętności. Tak naprawdę, to dopiero po kilku meczach można ocenić czy dany zawodnik osiągnie sukces grając w piłkę. Głównie dlatego większość szkoleniowców decyduje się na zakup zawodnika bardziej zaawansowanego wiekowo.

Jak widzicie dzisiaj to pieniądze rządzą piłką nożną lub ogólniej, sportem. Jesteśmy w takich czasach, gdzie bez gotówki jesteśmy skazani na porażkę…
"If you are first you are first. If you are second you are nothing." Bill Shankly
"Nie ma porażek, są tylko nowe doświadczenia."

Annoyer13

  • *****
  • Podziękowania otrzymane: 34
  • zzz
    • Zobacz profil
    • Ranking hostingu
Business is business
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 21, 2008, 13:03:55 »
Cytat: "toporow"
nie banalną


£ącznie. :P

Ogólnie dość niezły artykuł, choć mogłeś go rozbudować o kilka aspektów, bo nie tylko na np. koszulkach klub zarabia na piłkarzu.

Abik

Business is business
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 21, 2008, 18:23:24 »
No zgadzam się niestety, że pieniądze rządzą dzisiejszą piłką i że bez kasy ani rusz.. i dlatego na przykład nasze polskie kluby ( i reprezentacja z resztą też :P ) leżą i kwiczą...

Nie zgodze się tylko z tym trochę :P
Cytat: "toporow"
Jaką mamy pewność, że będzie w równym stopniu się rozwijał, czy nie złapią go groźnie kontuzje? To jest loteria.

No samo to stwierdzenie, że nie wiadomo czy młody zawodnik nie będzie łapał kontuzji jest ok, ale przecież nie można tego też przewidzieć u zawodników doświadczonych ;p bo oni też niestety łapią kontuzje...

ogólnie bardzo fajny artykuł ;)

toporow

  • *
  • Podziękowania otrzymane: 0
    • Zobacz profil
Business is business
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 21, 2008, 18:27:15 »
Cytat: "Abik"
przecież nie można tego też przewidzieć u zawodników doświadczonych ;p bo oni też niestety łapią kontuzje...

No ale jeśli w poprzednim klubie łapał kontuzje dość rzadko to przecież z dnia na dzień nie będzie chodził non-stop kulawy. Z młodzianem nigdy nic nie wiadomo, gdyż chłopcy jeszcze dojrzewają do 19 roku życia.
"If you are first you are first. If you are second you are nothing." Bill Shankly
"Nie ma porażek, są tylko nowe doświadczenia."

Abik

Business is business
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpień 21, 2008, 18:31:57 »
Cytuj
No ale jeśli w poprzednim klubie łapał kontuzje dość rzadko to przecież z dnia na dzień nie będzie chodził non-stop kulawy.

no właściwie o tym nie pomyślałem ;p chociaż z ludzkim ciałem różne rzeczy się dzieją to jednak z grubsza masz rację ;p