Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Autor Wątek: By?o wszystko, czyli pierwszy dzie? Emirates Cup  (Przeczytany 805 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

toporow

  • *
  • Podziękowania otrzymane: 0
    • Zobacz profil
By?o wszystko, czyli pierwszy dzie? Emirates Cup
« dnia: Sierpień 02, 2008, 19:47:06 »
Pierwszy dzień zmagań w towarzyskim turnieju Emirates Cup mamy za sobą. W Londynie zostały rozegrane dwa spotkania: Real Madryt – HSV Hamburg oraz Arsenal Londyn – Juventus Turyn. W meczach nie zabrakło wspaniałych goli, woli walki, kontrowersji, zaskoczeń oraz parad bramkarskich.


„Królewscy” wprost z gór.
Real Madryt wygrał 2:1 z HSV Hamburg. Nie wiadomo czego można było spodziewać się po mistrzach Hiszpanii, gdyż zawodnicy „Galacticos” przylecieli do Londynu wprost ze zgrupowania w Austrii. W meczu widać było, że piłkarze odczuli przygotowania. Za to niemiecka drużyna ma już niespełna dwa tygodnie do startu rozgrywek ligowych, więc byli już w zaawansowanym stadium przygotowań do sezonu.
Obie drużyny wyszli na mecz ofensywnie nastawieni. Warto wspomnieć, że „Królewscy” grali w dość eksperymentalnym składzie co było widać w spotkaniu. Jednak to właśnie oni wyprowadzili pierwszą dobrą akcję ofensywną – już w trzeciej minucie spotkania świetnie wyszedł do prostopadłego podania van Nisterlooy, jednak świetni zachował się w bramce doświadczony bramkarz – Frank Rost. Następne minuty przebiegały różnorodnie. Nie można było wskazać drużyny przewodzącej w meczu. Jednak nadeszła 25. minuta i świetne dośrodkowanie do Gutiego od Robbena, który następnie podał w pole karne, jednak defensor HSV popełnił błąd, i do piłki doszedł Salado, następnie zgrał na około piąty metr, a tam już lis pola karnego – Ruud van Nisterlooy nie miał problemów z umieszczeniem piłki w bramce.
Po golu zdecydowanie zawodnicy z Hamburga odżyli. Zaczęli napierać na rywali. Warto przypomnieć, że skrzydłowy Pitroipia zabawiał publiczność swoim dryblingiem, raz po raz męcząc obronę Realu. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.
Nie wiem, co Martin Jol powiedział w przerwie do swoich podopiecznych, ale to zadziałało. Wyszli zdecydowanie bardziej umotywowani niż przed 45 minutami. Świetnej zmiany dokonał trener, wprowadzając Zidane, który w 53. minucie w wyśmienity sposób pokonał polskiego golkipera. Można powiedzieć „Klękajcie narody”, strzał był wręcz nie do obrony. Ten gol wyraźnie zdołował „Królewskich”, którzy bardzo męczyli się z zawodnikami HSV. Kilkakrotnie Jerzy Dudek musiał ratować zespół przed stratą gola, gdyż jego koledzy z obrony nie grali zbyt pewnie, popełniając przy tym mnóstwo błędów.
Wszystko jednak zmieniło się gdy na boisko wszedł Robinio, który poruszał się pomiędzy zawodnikami tak jakby oni byli pachołkami. Przy tym świetnie rozgrywał piłkę, to on w tych ostatnich minutach był siłą napędową drużyny. I w 85. minucie mógł cieszyć się wraz z kolegami zdobytą bramką przez Parejo, który wszedł na boisko w 66. minucie. Świetnym dośrodkowaniem popisał się (również zmiennik) Callejón.
Niedługo potem zabrzmiał ostatni gwizdek sędziego w tym spotkaniu.

Przyszłe gwiazdy.
W drugim spotkaniu Juventus Turyn pokonał gospodarzy turnieju Arsenal Londyn 1:0. Arsene Wenger zaskoczył wszystkich wystawiając „drugi garnitur” drużyny. Jednak nie to było największym zaskoczeniem. Okazało się, że w pierwszej połowie w drużynie „Kanonierów” najstarszy zawodnik ma 25 lat!
Jednak jak pokazał mecz, nie wiek się liczy, a talent i umiejętności. Gdyż przez większość spotkania to właśnie młodzieńcy z Londynu zdecydowanie przeważali w spotkaniu. Ale zacznijmy od początku.
Już od początku spotkania można było zauważyć, że młodzi podopieczni Wengera nie przestraszyli się dużo bardziej doświadczonych zawodników. Najlepszym przykładem jest Jack Wilshere, który bez pardonu potrafił odebrać piłkę ponad dwa razy starszemu Nedvedowi. Bardzo skuteczne okazało się założenie pressingu już na połowie rywala co zaowocowało i „Stara Dama” miała olbrzymie problemy z wyprowadzeniem akcji. Do tego dochodziły jeszcze błędy zawodników z Turynu, którzy niecelnie podawali. Przewaga Arsenalu Była kolosalna, lecz niestety nic z niej nie wynikało, gdyż defensywa Juventusu była zbyt szczelna. Niewykorzystane sytuacje się mszczą i ten mecz był tego dowodem, gdyż w 36. minucie Fabiański musiał wyciągać piłkę z siatki. Warto wspomnieć, że strzelec gola – David Trezeguet w momencie „podania” znajdował się na pozycji spalonej, ale sędzia popełnił pomyłkę i zaliczył bramkę. Niesprawiedliwie, ale jednak przegrywali. Wynik do przerwy nie uległ zmianie, choć goście z minuty na minutę zaczynali coraz lepiej sobie poczynać.
Na początku drugiej połowy przeważali piłkarze Juentusu, którzy zdążyli sprawdzić kilka razy £ukasza Fabiańskiego. Jednak z minuty na minutę „Kanonierzy” grali coraz to milej dla oka. Były momenty, w których tak zdominowali grę, że potrafili się kilkadziesiąt sekund utrzymać przy piłce i najważniejsze jest w tym, że zakańczali akcję celnym strzałem na bramkę. Jednak nic z tego nie wynikało. Wenger podczas spotkania wprowadził zawodników, którzy zdecydowanie poprawili jakość gry. Walcott, który skrzydłami robił nieprawdopodobne rajdy, oraz Diaby. Nie możemy zapomnieć o piłkarzu, który grał od początku i prowadził grę ofensywną Londyńczyków. Chodzi o Nicklasa Bendtnera, który najpewniej przebiegł najdłuższą trasę podczas tego spotkania. Nie trzymał się kurczowo swojej pozycji, grał jako rozgrywający, a nawet zdarzało się, że dośrodkowywał ze skrzydła.
Niestety ostatecznie Arsenal Londyn przegrał mecz, ale nie możemy winić za tą porażkę piłkarzy, gdyż bardzo się starali i robili to co najlepiej potrafią – grali miło dla oka. Zabrakło jedynie skuteczności.

Podsumowanie dnia.
Spodziewaliśmy się pięknej gry, dużo zwodów, walki oraz różnych tego typu cudów. Nie zawiedliśmy się. W pierwszym spotkaniu nie zabrakło pięknego dryblingu, który pokazywali piłkarze z obu drużyn. Zobaczyliśmy także namiastkę gry na jeden kontakt, ale jakże wspaniałej! Drugie spotkanie obfitowało w grze zespołowej, walkę oraz wielkie ambicie. Nie obeszło się również bez pomyłek sędziów, którzy niestety znowu doprowadzili do niesprawiedliwości, ale czy nie na tym polega futbol?
Miejmy nadzieję, że w następnych dwóch spotkaniach zobaczymy jeszcze lepsze widowisko. Redakcja Footblic.com serdecznie zaprasza na jutrzejsze mecze: Juventus Turyn – HSV Hamburg, Arsenal Londyn – Real Madryt.
"If you are first you are first. If you are second you are nothing." Bill Shankly
"Nie ma porażek, są tylko nowe doświadczenia."

Corvus Corax

  • *
  • Podziękowania otrzymane: 6
    • Zobacz profil
By?o wszystko, czyli pierwszy dzie? Emirates Cup
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 02, 2008, 20:37:19 »
hmm... dobry tekst, praktycznie bez błędów merytoryczno-technicznych. Przyznaj się i podaj źródło.
And I was round when jesus christ
Had his moment of doubt and pain.
Made damn sure that pilate
Washed his hands and sealed his fate.
Pleased to meet you,
Hope you guess my name...?

toporow

  • *
  • Podziękowania otrzymane: 0
    • Zobacz profil
By?o wszystko, czyli pierwszy dzie? Emirates Cup
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 02, 2008, 20:47:29 »
Cytat: "Corvus Corax"
Przyznaj się i podaj źródło.

yyy... głowa?
"If you are first you are first. If you are second you are nothing." Bill Shankly
"Nie ma porażek, są tylko nowe doświadczenia."

Abik

By?o wszystko, czyli pierwszy dzie? Emirates Cup
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 03, 2008, 10:12:34 »
no ciekawy artykuł ;> z resztą mecze też ciekawe, oglądałem pierwszą połowę meczu Arsenalu no i trochę ich szkoda bo to młode chłopaki i zasłużyli na zwycięstwo w tym meczu, cały turniej ogólnie dość ciekawy jest i na pewno będzie :D szkoda, że nie bardzo mam czas na oglądanie wszystkich meczy ;s no ale wszystko nadrabiam tymi artykułami Twoimi :D hehe pozdro ;)