Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Autor Wątek: Dzie? pierwszy  (Przeczytany 959 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Laguna

  • *
  • Podziękowania otrzymane: 0
    • Zobacz profil
Dzie? pierwszy
« dnia: Marzec 26, 2008, 15:46:24 »
pierwsza cz??? opowiadanka, jak?e ?wi?tecznego. Jak to spotykam kobiet?, kt?ra jest...







Jak co czwarty dzie?, robi?em sobie herbatk?. ?y?eczka cukru, tym razem tak?e z cytryn?.

Jak co trzeci dzie?, dowiaduj? si?, ?e mam go?cia w swoim pokoju.

Jak co drugi dzie?, naprawd? nie wiem o co tym ludziom znowu chodzi.

Jak co dzie?, wchodz? do swojej enklawy.. Na pierwszy rzut oka nic szczeg?lnego. Na regale katana, z?amana szabla, d?ugopis, piersi?wka, ?d?b?o trawy, shuriken, pi?ro. Na drugim regale poduszka-jasiek, dwa shelle, anio?ek i wielka luka…

Nie by?o karabinu snajperskiego. Zobaczy?em wystaj?c? luf? spod ko?dry. Podchodzi?em powoli omijaj?c stos ksi??ek, zeszyt?w, ?mieci, ?rubek, kabli, ubra?.
Kopn??em przypadkiem star? teczk?, wylecia?y z niej ma?okszta?tne bazgro?y. Jeden teoretycznie przedstawia? przytulaj?c? si? par?. Dla por?wnania spojrza?em za siebie. Le?a?y tam rysunki ludzi, bardziej wyraziste, czytelne. Na nich krew, krew, gwa?t, krew, sadyzm, krew, masochizm, krew, przemoc, krew, ?mier? i krew…

Kopn??em t? teczk? jeszcze raz, doszed?em do ???ka.
Chwyci?em za luf? i zacz??em ci?gn??. Nie chcia?a si? ruszy?. – to zdecydowanie nie jak co dzie?. Szarpn??em za ko?dr?.

Le?a?a tam dziewczyna, kobieta na moj dusiu. Spa?a sobie. Zdecydowanie nie jak co drugi dzie?. Zacz??a si? budzi?.
Wysoka brunetka, chuda. Odwr?ci?a si?. Otworzy?a oczka. Br?zowe. Zamruga?a.

-Pami?tasz mnie? - Zapyta?a. Gapi?em si? na ni? jak wr?bel w narz?d p?ciowy.

Wyci?gn??em telefon. Trzeci? Niee.. zdecydowanie nie trzeci.. Dziocha spojrza?a na r?ce. Zapiszcza?a. Odrzuci?a snajperk?. Usiad?a krzy?uj?c nogi. Dosy? mocno napi?ta le?a?a na niej czerwona koszula i bokserki. „Trudno wymaga? od brzydkich ludzi ?eby pi?knie si? kochali”

-Wyobra? sobie… - Zawiesi?a wzrok na szklance z napisem „Pan Tadeusz”. Odda?em j? jej. ?ci?gn??a solidny ?yk.

-Wyobra? sobie, ?e przychodzi do mnie jaki? grubas ubrany na czerwono, z bia?? brod?, czapk? jak pajac i mnie budzi.. – Zn?w zmoczy?a usta. Wygl?da?a dziwnie znajomo. Br?zowe oczy, w?skie usta, malutka blizna na nosie.

-M?wi mi, ?e kto? chce ci? takiego jakiego by?e? kiedy?. Oto i jestem ja i mam zamiar skruszy? twoje kamienne serce. – Obj??a szklank? jakby si? chcia?a zagrza?. Zmierzy?a mnie wzrokiem. Czeka?a na odpowied?.

-To znaczy, ?e jeste? moj? kostuch? i m?j czas w?a?nie nadszed?..?

-Koo..czym? Nie… Ja jestem ..twoim sumieniem. – Przechyli?a do ko?ca „Pana Tadeusza”. Poczu?em szczer? ulg?, ?e nie musz? tego pi?. To zdecydowanie nie jak co czwarty dzie?... „w ko?cu by?a przes?odzona” Czerwona rzuci?a okiem najpierw na prawo, na rega?y, p??niej na mnie. Patrzy?a jak na sumienie przysta?o… z wyrzutami?


ciekawe, czy Ty, szanowny, czytaj?cy ten tekst, userze, chcia?by? wiedzie? "co dalej?"?