Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Autor Wątek: Pami?tnik rekruta  (Przeczytany 1137 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Corvus Corax

  • *
  • Podziękowania otrzymane: 6
    • Zobacz profil
Pami?tnik rekruta
« dnia: Sierpień 07, 2008, 15:07:08 »
Na życzenie Gabryka, mojego wiernego czytelnika, hahaha

Ufff...przyszedł mail z przydziałem- myślałem że to będzie jeden z najlepszych dni w moim dotychczasowym życiu....I tak czekałem na przydział ponad 2 miesiące- a niektórzy kadeci już znali swój jeszcze w akademii! Ja niestety nie byłem ani zdolnym psychoinżynierem, ani antymateria mnie wcale nie pociągała. W strzelaniu i pilotażu też wybitny nie byłem- pewnie dlatego aż 2 miesiące zwlekali, i przysłali......to. Mój przydział. ten zbiór wirtualnej informacji, która niesie pułkownikom awansy na generałów, generałom na marszałków...A mi przyniosło awans na pierwszego oficera na RCS-94... Na recyklerze...
I to jeszcze jako pierwszy oficer. Zresztą, nie ma drugiego oficera. recyklery to dwuosobowe statki. Gorzej nie można było trafić. A chłopaki już dostali przydział od razu na myśliwce... Trzeba się było uczyć- a tak teraz będę woził jakiś złom przez układy.

Cóż, pierwszy dzień w bazie na Abderos w 317 układzie czwartej galaktyce minął nawet miło. Oczywiście nie czekały mnie fanfary, jak wyszedłem z transportera. W końcu kto miałby witać takiego kogoś jak ja- załoganta RCS. Inaczej to mają piloci ciężkich myśliwców, albo bombowca...że już nie wspomnę o dowódcach krążowników.
Baza na Abderos świeci nowością- zresztą jest to najnowsza kolonia imperium. Ale wrócę do wydarzeń.
Po lądowaniu musiałem się udać do dowódcy eskardy, Williama Bernsmite'a. Dowiedziałem się później, że zwą go "Ararat"- zastanowiło mnie to- przecież Ararat to nazwa góry na starej, dobrej Athos. Nacisnąłem klawisz wejścia do sali odpraw, do której mnie skierowano.
Sala (oczywiście, zostało wcześniej wspomniane, że nówka sztuka) w połowie zapełniona była pilotami. Po insygniach można było ich zidentyfikować- gro stanowili DeTe i eLeM. No tak, ale czego ja się spodziewałem? Okrętów? Niszczycieli? Przecież to zadupie...

Za chwilę zlokalizowałem dowódcę; od razu stało się jasne. "Ararat" był wielki jak góra- w złym znaczeniu. Bardzo szeroki w pasie, zwężał się od pasa, a czubek "góry" zakończony był nalaną twarzą i łysiną, świecącą odbłyskiem jarzeniówek.
Po skończonym briefingu, Ararat wysłał mnie do biura po papiery- legitymację, karty dostępu i przydział zakwaterowania. Zanim to wszystko załatwiłem zrobił się wieczór.

W końcu, po załatwieniu wszystkich formalności, zaszedłem na swoją kwaterę. Po przeciągnięciu karty dostępu przez czytnik, ukazał mi się niecodzienny widok- olbrzym siedzący na stołku kuchennym i wchłaniający wręcz bułkę wielkości sporego bochna chleba. Wybałuszył na mnie oczy i zakrztusił się. Oczywiście klepnąłem biedaka w plery tak, że wypluł okruchy, które stanęły mu w gardle. Pokasłał i przedstawił się jako Laszlo Neborak, pierwszy oficer na RCS- 71. " Pierwszy Oficer RCS- 94, Karol Boryna, kadet Akademii Imperialnej Alaros", przedstawilem się mu i ja.

22.o4. rok 1



Hmm...Po obudzeniu się - oczywiście o godz. 5.30 wg. CAT (Central Athos Time), szybki shower (woda oczwywiście reglamentowana), szybki wskok w nowiutki uniform z żółwikiem-ach, no tak, nie wyjaśniłem Wam, dlaczego akurat żółwikiem.

Otóż każda flota ma swój numer identyfikacyjny.
Otóż, jeśli podaję przez interkom "Abd 12-94", oznacza to statek floty Abderos, 12- czyli RCS, czyli
recykler, no i 94- czyli numer porządkowy statku. W "pogaduchach" interkomowych RCS to "żółwik".
Swoją pieszczotliwą nazwę posiada każda flota, i te emblematy stały się na tyle popularnem
że w końcu stały się legalnymi symbolami, które wyszywa się na umundurowaniu (oprócz
galowego, oczywiście) I tak:
lekkie myśliwce to "moskity"
ciężkie to "szerszenie"
małe transportery to "króliki"- co jest powodem bardzo niewybrednych żartów:)
symbolem załogi dużego transportera jest kangur,
załogant krążownika na plecach nosi symbol jastrzębia.
członek załogi okrętu wojennego chwalą się symbolem feniksa
bombowce- symbol bomby- nie mieli fantazji chłopaki,
pancerniki- jak sama nazwa wskazuje,
Mundury i kurtki załogi Gwiazdy śmierci zdobi czaszka.

No i recyklery...żółwiki.



Powracając z tej drobnej dygresji- ubrałem się w uniform, i wyszedłem do mesy na śniadanie (Laszlo
oczywiście jeszcze smacznie spał- obudziło go dopiero moje przebieranie). Czułem
lekki stres, bo w końcu miał to być mój pierwszy kontakt z załogą bazy Abderos..
Wszedłem, oczywiście nikt się nie przywitał, ale patrzyli się wszyscy. W kolejce oczywiście nikt nawet
nie zauważył że istnieję- to dobrze:) Przysiadłem się do dwóch "Kangurów". Na pytanie, czy mogę się
przysiąść, odburknęli tylko coś. Także, śniadanie skończyłem szybko i "uderzyłem" na odprawę.

Odprawa, oczywiście... Wszedłem do pokoju, gdzie dwóch gości oglądało MilInfServ- czyli Militarny serwis
informacyjny. Jeden z nich, widać było, podchodził pod pięćdziesiątkę- jego włosy poprzetykane były
siwizną. nosił też, obfite wąsy- dosyć dziwnie wyglądające przy jego szczupłej i żylastej sylwetce.
Mimo dostojnej siwizny, bujał się na krześle z nogami założonymi na stół. Drugi z nich- od razu dostał
ode mnie przezwisko "latynos", także niezbyt kulturalnie na owym stole siedział.
Stanąłem przed nimi i stuknąłem obcasami:
- "Pierwszy oficer ABD-12-94 Karol Boryna melduje się na odprawę!"
"Wąsaty" i "Latynos" odwrócili głowy w moją stronę- pierwszy z lekkim znużeniem, drugi z ciekawością
w oczach.

- Spocznij!
- Tak jest! - odkrzyknąłem.

"Latynos jako pierwszy wstał, podał mi rękę, i powiedział:
-Miło Cię poznać- Enrique de la Roja, kapitan żółwika numer 83.
Uścisnąłem podaną dłoń. Odezwał się wąsaty, nie wstając z krzesła:
- Robbie Darnhill, zastępca Twojego przełożonego- jednak zewlókł się z krzesła, podając mi niechlujnie
rękę- nie musisz salutować, jeszcze nie ma odprawy...powiedział z delikatnym uśmiechem znurzenia.
(zastępca przełożonego- czyli wiceszef eskadry- eskadra w przypadku 12 floty składała się z 25 statków. Na Abderos stacjonowało ich równo 150, czyli 6 eskadr)

-bardzo mi miło- odpowiedziałem, uściskując rękę wąsatego jegomościa.
-Ty jesteś ten nowy? Zapytał de la Roja.
- O ile żaden inny nie przyleciał porannym transportem, to ja..- próbowałem drobnego żarciku.
- Podobno jesteś po alarańskiej akademii, junior?
"junior?" pomyślałem. Jeszcze tego brakowało, żebym nosił takie przezwisko...
-Widzę, że wieści rozchodzą się szybciej od światła...Tak.
-Haha, tu się nic nie ukryje, junior- zaśmiał się latynos, znacząco patrząc na wąsatego.
Wąsaty, gdy usłyszał o alarańskiej akademii, zaczął mi się wnikliwie przyglądać, aż w końcu się odezwał:
-po akademi na Alaros, powiadasz? A dalej mają tam taki bar zaraz nad hangarami....
- "Odlot"? Taaak, dalej przesiaduje w nim aktualny ostatni rocznik.- odpowiedziałem.
- Heh, Odlot, no tak...Dobre piwko tam dawali...A Henri Luben dalej jest instruktorem nawigacji?
- Noo siwiutki dziadzio był z niego, ale jeszcze się nadziałem na niego, zanim odszedł...
- ¯ywotny sk***iel...Noo junior, współczuję- widać było po nim, że zdobyłem w jego osobistym rankingu
przynajmniej milion punktów.

Na odprawę schodziło coraz więcej ludzi, witałem więc się z nimi po kolei. De la Roja zapytał:
- co za przydział dostałeś?
-RCS 94- odpowidziałem.
- To u Majora...E, mogłeś gorzej trafić, na przykład na Mongoła lub Krwawego. Major, nienajgorzej, junior, nienajgorzej.-Odparł De la Roja.
- U..."Majora"?
- Nie mówili Ci? Spytał Latynos.
- Nie...
-"Major" kiedyś faktycznie był majorem, dowódcą krążownika na Khatyno. Jednak w bitwie na orbicie Khatyno, słyszałeś o tym mam nadzieję?
-Tak, to ta bitwa, w której spadła Trzecia Flota?- Odparłem mu pytaniem na pytanie.
- Dokładnie. Chcąc wyrwać kumpli z okrążenia, odłączył się od eskadry idącej do kontrataku. I dalej sam rozumies, niesuobordynacja, Trybunał Polowy... Pokiwał głową Enrique. Degradacja o stopień, skierowanie do służby na ¯ółwiku...cóż, wojsko to bezduszna maszyna, junior.
- A uratował chociaż przyjaciół? Spytałem zadumany nad historią "Majora".
- Sam go spytaj. Właśnie idzie.
Na salę odpraw wszedł brunet, wieku około trzydziestki, dosyć szczupły. Jego oczy miały dziwny, smutny wyraz, a wargi miał zaciśnięte tak, że prawie w ogóle nie było ich widać.
And I was round when jesus christ
Had his moment of doubt and pain.
Made damn sure that pilate
Washed his hands and sealed his fate.
Pleased to meet you,
Hope you guess my name...?