Na życzenie Gabryka, mojego wiernego czytelnika, hahaha
Ufff...przyszedł mail z przydziałem- myślałem że to będzie jeden z najlepszych dni w moim dotychczasowym życiu....I tak czekałem na przydział ponad 2 miesiące- a niektórzy kadeci już znali swój jeszcze w akademii! Ja niestety nie byłem ani zdolnym psychoinżynierem, ani antymateria mnie wcale nie pociągała. W strzelaniu i pilotażu też wybitny nie byłem- pewnie dlatego aż 2 miesiące zwlekali, i przysłali......to. Mój przydział. ten zbiór wirtualnej informacji, która niesie pułkownikom awansy na generałów, generałom na marszałków...A mi przyniosło awans na pierwszego oficera na RCS-94... Na recyklerze...
I to jeszcze jako pierwszy oficer. Zresztą, nie ma drugiego oficera. recyklery to dwuosobowe statki. Gorzej nie można było trafić. A chłopaki już dostali przydział od razu na myśliwce... Trzeba się było uczyć- a tak teraz będę woził jakiś złom przez układy.
Cóż, pierwszy dzień w bazie na Abderos w 317 układzie czwartej galaktyce minął nawet miło. Oczywiście nie czekały mnie fanfary, jak wyszedłem z transportera. W końcu kto miałby witać takiego kogoś jak ja- załoganta RCS. Inaczej to mają piloci ciężkich myśliwców, albo bombowca...że już nie wspomnę o dowódcach krążowników.
Baza na Abderos świeci nowością- zresztą jest to najnowsza kolonia imperium. Ale wrócę do wydarzeń.
Po lądowaniu musiałem się udać do dowódcy eskardy, Williama Bernsmite'a. Dowiedziałem się później, że zwą go "Ararat"- zastanowiło mnie to- przecież Ararat to nazwa góry na starej, dobrej Athos. Nacisnąłem klawisz wejścia do sali odpraw, do której mnie skierowano.
Sala (oczywiście, zostało wcześniej wspomniane, że nówka sztuka) w połowie zapełniona była pilotami. Po insygniach można było ich zidentyfikować- gro stanowili DeTe i eLeM. No tak, ale czego ja się spodziewałem? Okrętów? Niszczycieli? Przecież to zadupie...
Za chwilę zlokalizowałem dowódcę; od razu stało się jasne. "Ararat" był wielki jak góra- w złym znaczeniu. Bardzo szeroki w pasie, zwężał się od pasa, a czubek "góry" zakończony był nalaną twarzą i łysiną, świecącą odbłyskiem jarzeniówek.
Po skończonym briefingu, Ararat wysłał mnie do biura po papiery- legitymację, karty dostępu i przydział zakwaterowania. Zanim to wszystko załatwiłem zrobił się wieczór.
W końcu, po załatwieniu wszystkich formalności, zaszedłem na swoją kwaterę. Po przeciągnięciu karty dostępu przez czytnik, ukazał mi się niecodzienny widok- olbrzym siedzący na stołku kuchennym i wchłaniający wręcz bułkę wielkości sporego bochna chleba. Wybałuszył na mnie oczy i zakrztusił się. Oczywiście klepnąłem biedaka w plery tak, że wypluł okruchy, które stanęły mu w gardle. Pokasłał i przedstawił się jako Laszlo Neborak, pierwszy oficer na RCS- 71. " Pierwszy Oficer RCS- 94, Karol Boryna, kadet Akademii Imperialnej Alaros", przedstawilem się mu i ja.
22.o4. rok 1
Hmm...Po obudzeniu się - oczywiście o godz. 5.30 wg. CAT (Central Athos Time), szybki shower (woda oczwywiście reglamentowana), szybki wskok w nowiutki uniform z żółwikiem-ach, no tak, nie wyjaśniłem Wam, dlaczego akurat żółwikiem.
Otóż każda flota ma swój numer identyfikacyjny.
Otóż, jeśli podaję przez interkom "Abd 12-94", oznacza to statek floty Abderos, 12- czyli RCS, czyli
recykler, no i 94- czyli numer porządkowy statku. W "pogaduchach" interkomowych RCS to "żółwik".
Swoją pieszczotliwą nazwę posiada każda flota, i te emblematy stały się na tyle popularnem
że w końcu stały się legalnymi symbolami, które wyszywa się na umundurowaniu (oprócz
galowego, oczywiście) I tak:
lekkie myśliwce to "moskity"
ciężkie to "szerszenie"
małe transportery to "króliki"- co jest powodem bardzo niewybrednych żartów:)
symbolem załogi dużego transportera jest kangur,
załogant krążownika na plecach nosi symbol jastrzębia.
członek załogi okrętu wojennego chwalą się symbolem feniksa
bombowce- symbol bomby- nie mieli fantazji chłopaki,
pancerniki- jak sama nazwa wskazuje,
Mundury i kurtki załogi Gwiazdy śmierci zdobi czaszka.
No i recyklery...żółwiki.
Powracając z tej drobnej dygresji- ubrałem się w uniform, i wyszedłem do mesy na śniadanie (Laszlo
oczywiście jeszcze smacznie spał- obudziło go dopiero moje przebieranie). Czułem
lekki stres, bo w końcu miał to być mój pierwszy kontakt z załogą bazy Abderos..
Wszedłem, oczywiście nikt się nie przywitał, ale patrzyli się wszyscy. W kolejce oczywiście nikt nawet
nie zauważył że istnieję- to dobrze:) Przysiadłem się do dwóch "Kangurów". Na pytanie, czy mogę się
przysiąść, odburknęli tylko coś. Także, śniadanie skończyłem szybko i "uderzyłem" na odprawę.
Odprawa, oczywiście... Wszedłem do pokoju, gdzie dwóch gości oglądało MilInfServ- czyli Militarny serwis
informacyjny. Jeden z nich, widać było, podchodził pod pięćdziesiątkę- jego włosy poprzetykane były
siwizną. nosił też, obfite wąsy- dosyć dziwnie wyglądające przy jego szczupłej i żylastej sylwetce.
Mimo dostojnej siwizny, bujał się na krześle z nogami założonymi na stół. Drugi z nich- od razu dostał
ode mnie przezwisko "latynos", także niezbyt kulturalnie na owym stole siedział.
Stanąłem przed nimi i stuknąłem obcasami:
- "Pierwszy oficer ABD-12-94 Karol Boryna melduje się na odprawę!"
"Wąsaty" i "Latynos" odwrócili głowy w moją stronę- pierwszy z lekkim znużeniem, drugi z ciekawością
w oczach.
- Spocznij!
- Tak jest! - odkrzyknąłem.
"Latynos jako pierwszy wstał, podał mi rękę, i powiedział:
-Miło Cię poznać- Enrique de la Roja, kapitan żółwika numer 83.
Uścisnąłem podaną dłoń. Odezwał się wąsaty, nie wstając z krzesła:
- Robbie Darnhill, zastępca Twojego przełożonego- jednak zewlókł się z krzesła, podając mi niechlujnie
rękę- nie musisz salutować, jeszcze nie ma odprawy...powiedział z delikatnym uśmiechem znurzenia.
(zastępca przełożonego- czyli wiceszef eskadry- eskadra w przypadku 12 floty składała się z 25 statków. Na Abderos stacjonowało ich równo 150, czyli 6 eskadr)
-bardzo mi miło- odpowiedziałem, uściskując rękę wąsatego jegomościa.
-Ty jesteś ten nowy? Zapytał de la Roja.
- O ile żaden inny nie przyleciał porannym transportem, to ja..- próbowałem drobnego żarciku.
- Podobno jesteś po alarańskiej akademii, junior?
"junior?" pomyślałem. Jeszcze tego brakowało, żebym nosił takie przezwisko...
-Widzę, że wieści rozchodzą się szybciej od światła...Tak.
-Haha, tu się nic nie ukryje, junior- zaśmiał się latynos, znacząco patrząc na wąsatego.
Wąsaty, gdy usłyszał o alarańskiej akademii, zaczął mi się wnikliwie przyglądać, aż w końcu się odezwał:
-po akademi na Alaros, powiadasz? A dalej mają tam taki bar zaraz nad hangarami....
- "Odlot"? Taaak, dalej przesiaduje w nim aktualny ostatni rocznik.- odpowiedziałem.
- Heh, Odlot, no tak...Dobre piwko tam dawali...A Henri Luben dalej jest instruktorem nawigacji?
- Noo siwiutki dziadzio był z niego, ale jeszcze się nadziałem na niego, zanim odszedł...
- ¯ywotny sk***iel...Noo junior, współczuję- widać było po nim, że zdobyłem w jego osobistym rankingu
przynajmniej milion punktów.
Na odprawę schodziło coraz więcej ludzi, witałem więc się z nimi po kolei. De la Roja zapytał:
- co za przydział dostałeś?
-RCS 94- odpowidziałem.
- To u Majora...E, mogłeś gorzej trafić, na przykład na Mongoła lub Krwawego. Major, nienajgorzej, junior, nienajgorzej.-Odparł De la Roja.
- U..."Majora"?
- Nie mówili Ci? Spytał Latynos.
- Nie...
-"Major" kiedyś faktycznie był majorem, dowódcą krążownika na Khatyno. Jednak w bitwie na orbicie Khatyno, słyszałeś o tym mam nadzieję?
-Tak, to ta bitwa, w której spadła Trzecia Flota?- Odparłem mu pytaniem na pytanie.
- Dokładnie. Chcąc wyrwać kumpli z okrążenia, odłączył się od eskadry idącej do kontrataku. I dalej sam rozumies, niesuobordynacja, Trybunał Polowy... Pokiwał głową Enrique. Degradacja o stopień, skierowanie do służby na ¯ółwiku...cóż, wojsko to bezduszna maszyna, junior.
- A uratował chociaż przyjaciół? Spytałem zadumany nad historią "Majora".
- Sam go spytaj. Właśnie idzie.
Na salę odpraw wszedł brunet, wieku około trzydziestki, dosyć szczupły. Jego oczy miały dziwny, smutny wyraz, a wargi miał zaciśnięte tak, że prawie w ogóle nie było ich widać.