Po wspaniałej wygranej nad Czechami czeka na naszych rodaków równie wymagający rywal – Słowacja. Razem z najbliższym przeciwnikiem jesteśmy liderami grupy, ciekawe na jak długo...
W weekend cała Polska świętowała nie tylko imponujący wynik naszej reprezentacji piłkarskiej, ale także nadludzkie starania Kubicy w GP Japonii. Te dwa wydarzenia przysłoniły nam prawdę o środowym spotkaniu, jednak teraz już dosłownie wszędzie rozpisywane są informacje na temat najbliższego meczu.
Już chyba stało się tradycją, że jeśli Polacy grają w ciągu czterech dni dwa mecze, to ten drugi najprawdopodobniej skończy się z gorszym rezultatem. Już od bardzo dawna nie było trenera, który potrafiłby zmobilizować piłkarzy dostatecznie na oba spotkania. Bo tak naprawdę problem nie leży w nogach, ale w psychice piłkarzy. Nikt chyba nie wierzy, że jednego dnia można wygrać z Czechami 2:1, a kilka dni później przegrać 0:3 ze Słowacją.
„Polacy łatwo zadowalają się jednym zwycięstwem i nie potrafią zmobilizować na ten drugi, nie mniej ważny mecz. W Premier League trzeba grać i pięć spotkań, co cztery dni na 100 procent. Polacy dopiero do takiego tempa się przyzwyczajają.”
„Techniki w cztery dni zgubić nie sposób.”Powyżej są to słowa asystenta Beenhakkera, Andrzeja Zamilskiego. Podobnie sądzi jego przełożony, Leo:
„Po pierwsze, nie wierzę w żaden syndrom i nie obawiam się meczu ze Słowacją akurat z tego względu. Przypomnę, że zwycięstwo z Portugalią odnieśliśmy cztery dni po meczu z Kazachstanem. To kwestia podejścia do swoich obowiązków i kwestia czasu, jaki mamy, żeby kluczowi zawodnicy doszli do siebie po wysiłku. Piłkarze muszą nauczyć się sobie z tym radzić. Cały czas pracujemy nad tym, by poprawić nasze występy w tym drugim meczu. Nawet dziś rano rozmawialiśmy z drużyną na ten temat. Nie da się jednak załatwić całej sprawy w pół godziny. Ale trzeba rozmawiać, trzeba wymagać odpowiedniego podejścia, bo reprezentacja to nie polski klub, w którym między meczami jest siedem dni w tygodniu. Ja do dyspozycji mam cztery dni, i to raz na sześć tygodni.”
Jeśli chodzi o skład, to pewne jest to, że nie wystąpi identyczna jedenastka co w meczu z Czechami. Jakub Wawrzyniak doznał kontuzji, która uniemożliwia mu występ w środę. W niedzielę i w poniedziałek z drużyną nie ćwiczyli również Ebi Smolarek, Rafał Murawski oraz Kuba Błaszczykowski z powodu lekkich urazów. Miejmy nadzieję, że wszyscy trzej zdążą się wykurować, a już najbardziej nasz prawoskrzydłowy. Co jak co, ale reprezentacja bez Kuby, to nie reprezentacja.
Wracając do Wawrzyniaka. Gdyby nie jego kontuzja, zagrałby całe spotkanie w sobotę oraz to ze Słowacją. Jednak los chciał inaczej, więc Leo będzie miał znów dylemat, tym razem z obstawieniem pozycji lewego obrońcy. W kadrze znajdują się dwaj zawodnicy, którzy mogą tam zagrać – Jacek Krzynówek i Grzegorz Wojtkowiak. Obrońca Lecha Poznań jest niedoświadczony, w reprezentacji zaliczył tylko jeden występ (no i jak pamiętamy, spowodował karnego). Za to zawodnik Wolfsburga nie gra w klubie, więc jednocześnie nie wytrzyma trudu całego spotkania. Leo w takim wypadku mógłby postawić na początku na Jacka i dopiero gdy piłkarz zasygnalizowałby mu, że już brak mu sił, wtedy mógłby wpuścić do gry Wojtkowiaka.
Jest także inna opcja. Można Michała ¯ewłakowa ustawić na lewej flance, a w środku z Dariuszem Dudką mógłby zagrać Mariusz Jop lub Tomasz Jodłowiec. Jednak ten wariant byłby bardziej ryzykowny, gdyż Jop już dawno w reprezentacji nie zaliczył dobrego występu, a Jodłowiec jest niedoświadczony. Przy tym szkoda byłoby marnować doświadczenie naszego kapitana i przesunąć go z środka na lewą stronę.
Miejmy nadzieję, że magia Leo Beenhakkera naprawdę powróciła i znów podejmie słuszne decyzje. Nie pozostaje nam nic, oprócz wiary w zwycięstwo oraz dopingowania naszych rodaków.
Reprezentacja Polski rozegra spotkanie w Bratysławie, w środę o godzinie 20:25.