Wpadłem na genialny pomysł.
Przeczytajcie poniższy... eee, felieton?
Tak to nazwijmy. Napisałem go pod wpływem mojego szalonego humoru a jak niejednokrotnie się okazywało bywa on szkodliwy, niebezpieczny i zaraźliwy.
Także radzę się zaszczepić przeciwko.. czemukolwiek.
Wbrew pozorom jest w tym ukryty głębszy sens, ale przybliżę wam go, kiedy pojawi się kilka komentarzy, bo inaczej może się nie udać.
Komentujcie i mówcie co sądzicie, a nie pożałujecie, kiedy powiem wam co to miało na celu. Joł.
Felieton Humorystyczny.
... zupełnie bez sensu.
Uwaga! Czytanie tego felietonu może doprowadzić do kurzej ślepoty i bezsenności.
Przed przeczytaniem zapoznaj się z treścią słownika języka hebrajskiego bądź skonsultuj się z psychiatrą, fizykoterapeutą lub urologiem. Ewentualnie z konduktorem SKM Wejherowo.
Jest to prawdziwa historia. Pamiętam wszystko dokładnie, jakby to było jakieś 7,69 sekundy temu.
Otóż Jan zmarł bardzo młodo, okrutną śmiercią- bo czemu niby nie miałbym zacząć od końca?
W chwili śmierci miał 69 lat. Wszyscy zapamiętają go jako dzielnego, mężnego młodzieńca z wiecznie poobijanymi kolanami i rakiem trzustki z przerzutami na prawe kolano.
Jego historia zaczęła się paręnaście lat wstecz, kiedy był już starym dziadem. W wieku 10 lat został wygnany z domu przez jego ojca Leona. Aż ciśnie się na usta: „Leo, why?”. Otóż Jan popełnił haniebny czyn- miał średnią 4,74, zamiast 4,75. Ojciec z zimną krwią posłał go na gorącą Syberię.
Syberia było to małe indiańskie miasteczko na granicy Tokio i Kairu. Najpierw Jan dorabiał sobie w tamtejszym KFC jako prawy skrzydełkowy. Hodował kurczaki, znosił jajka i dawał du**.. yyy, to jest mleko. Żył spokojnie i w harmonii z otaczającymi go ludźmi, hefalumpami , parlamentarzystami i całym tym sku*wiałym zgiełkiem oraz z piosenkami Reni Jusis. To wszystko do czasu, kiedy przyszedł 31 lutego- jego osiemnastka. Impreza oczywiście odbyła się w polu kukurydzy. Wszyscy bawili się świetnie- jedli herbatkę, popijali kanapeczki i polewali kiełbaską piwko. Nagle rozległ się hałas, okazało się, że to ojciec Jana! Stanął on jak wryty i rzekł: „Co jest ku*wa osiemnastka, ty suaj co ja tu mówię! Koniec Imprezy!”. Po czym wsadził sobie w usta kolbę kukurydzy i skoczył do Wisły.
I nagle, niespodziewanie na imprezę wpadło NKWD! Roz*ebali wszystkich jednym strzałem. Z procy.
Pojmali Jana i uciekli z nim do miejsca, którego nazwy nie wolno wypowiadać. Więc ja napiszę. Była to europejska metropolia- Zambia. Tam NKWD puściło chłopca wolno. Dlaczego? Po prostu się pomylili (jak wiadomo włosi nie są zbyt ogarnięci). Jan nie miał przyszłości, perspektyw, ani środków do życia. Nie miał nawet Canal+ Sport i Nestle CiniMinis. W związku ze swoją beznadziejną sytuacją postanowił zaciągnąć się do lokalnej armii wojska polskiego. Komisja wojskowa przyznała mu kategorię D, co czyniło z niego najlepszego żołnierza jej szeregów. Zarazem był również najstarszy- miał 86 lat. Służył w armii przez wiele lat jako pilot. Potrafił fruwać po pokoju, chować się pod poduszkami i zmieniać kanały z każdego kąta. Pewnego upalnego grudniowego poranka, ok. godziny 22:60 Jan otrzymał misję specjalną. Miał polecieć do Grenlandii w celu przechwycenia Eskimosom planów budowy supertajnej broni masowego rażenia i dostarczyć je amerykańskim naukowcom, którzy jak wiemy- wiedzą, że wiedzą wszystko. Udało mu się przechwycić plany i przekazać je amerykanom, za co dostał Medal of Honor, COD4 i Counter Strike+ crack & keygen.
Wracając do domu swoim Audi 80, jadąc 13km/h uderzył w słup, na którym widniała tabliczka z napisem: „Nie uderzać”.
Niestety Jan zmarł na miejscu. Na jego pogrzebie było więcej znajomych niż miał na NK. Panie świeć nad jego duszą.
Pytacie co się stało z naukowcami i bronią Eskimosów? Otóż udało się ją zbudować, jednakże jakiś kretyn odpalił papierosa i w mgnieniu oka bomba po prostu pie*dolła! Odłamki metalu rozrywały pracownikom aorty. (Wyglądało to, jakby Wolverine robił rozgrzewkę na W-Fie.) A ciemnobrązowa maź, która wydzieliła się z grzyba atomowego, który powstał po wybuchu spadła na pola pszenicy, robiąc buuuuuuum… i tak powstał czokapik.