Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Autor Wątek: Neverending Story!!!!  (Przeczytany 30666 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Abik

Odp: Neverending Story!!!!
« Odpowiedź #810 dnia: Listopad 19, 2010, 22:39:20 »
Kiedyś bylem małym chłopcem, który nie znał fizyki, lecz znał się na waleniu w mur. Pewnego ranka gdy wstałem napiłem się coca-coli myśląc o swoim małym piesku który zamiast wysikać się do pewnego nocnika, zrobił dużą kupę. Zdenerwowany kupiłem kose atomową aby skosić poziomki, drzewa i budynek publiczny i komendę a potem kupiłem pojemnik na trawę, który był kurde niestety dziurawy bo ugryzła go małpa, która latała i skakała po drzewach niczym wielbłąd. Później moja mamusia nasrała mi do gardła. Następnego dnia tata dał mi du** żeby poprawić moją seksualną orientację. W sobotę piłem dużo mleka żeby mieć dobrą i długą mordę. W nocy brat ukradł mój dresik by sprzedać go ruskim za ćwierć litra i wagon białoruskich elemów. Dwa lata później spotkałem swoją starą laskę, a więc to zacząłem od gadki, której żadna dziewka się nie oprze. Następnie zaprowadziłem psa do dentysty, by zrobił mu przegląd jego uzębienia, które nie jest zbyt zadbane, więc kazałem Samowi by mył swoje zębolki, ponieważ powinien wbić sobie gwoździa w ząb. Dziś spotkałem kolegę długo zajmującego się przygotowywaniem pewnego dziwnego, ale ciekawego zamachu na ukraińską pizzerie, która jest dla mnie paskudna, ponieważ byłem w kiblu. Ostatnio szedłem po gangsterskiej dzielnicy, gdy nagle usłyszałem śmiech orangutana, popatrzyłem i ujrzałem ciągnik marki URSUS 360, który spadł z przepaści i połamał kołpaki swojemu ojcowi. Patrząc, wypiłem olej buraczany i zagryzłem język. Gdy nadszedł wieczór poszedłem do stajni mojego konia. Stał tam nagi mężczyzna z nagą ręką, umoczoną w majonezie i polaną sokiem malinowym z puszki po sardynkach, wziętych z sedesu, do którego 5 minut temu zrobiłem kupę. Popatrzył na mnie i uciekł. Podszedłem do sedesu, żeby zobaczyć jądro atomowe, przez które musiałem tydzień temu przeskoczyć. Zaśmiałem się złowieszczo, ponieważ przypomniałem sobie nagle o kanapce z pasztetem i jajkami, którą miałem okazje zjeść podczas posiedzenia rady właścicieli tajemniczych psów dingo. Po tym udałem się do pewnego pana, który ma wiele zwierząt różnej wielkości, aby porozmawiać o pewnym kamieniu śmierci. Kamień ten jest mokry niczym zdechła mysz latającą po niebie na deskorolce, z przyczepionym do nogi słoniem i dopalaczem w przedniej łapce. Wszedłem i zobaczyłem starą brzytwę, która była zardzewiała jednak miała to szczęście, że nie została zgwałcona przez łyżkę wazową. Oddałem mocz w rogu kościoła i znalazłem grób porośnięty pleśnią. O dziwo ta narośl nie miała korzeni, które przyczepiają się do pośladków, gdy się je wypina bo stwarzają dziwne pozory. Odwracając się zauważyłem kobyłę, która odpłynęła łódką pełnomorską z załogą Kolejorza, która beznadziejnie dobrze śpiewała szanty. Machnąłem różdżką albo małym tirem połączonym z apteką, którą przeleciał zły grzyb muchomorek. Ukazał się bajeczny powóz razem dziesięcioma elfami, na którym leżał zapity krecik, a dalej siedziały wróżki w zielonych dużych fartuszkach z różowymi koronkami na skarpetkach w paski. A wielbłądy latały nad rzeką obok komendy straży pożarnej. Tutaj też przyjechałem wozem strażackim, który miał takie coś krzywo wiszącego na takim czymś okrągłym z tamtym kwadratowym. Niechcący zjadłem paskudą kanapkę z pasztetem z żaby nieumytej. Poczułem jakby niemyty glon smyrał i miział mnie po brodzie długiej jak... sami wiecie. Późnym wieczorem nad ranem wskoczyłem do budki telefonicznej z zamiarem zadzwonienia do siostry mojej babci, która pojechała do Gać Wielkich Niewstrząśniętych. Następnego wieczora, niespodziewanie zobaczyłem niezidentyfikowanego uchodźca, podszedłem do niego z nienacka strasząc go wyrazem twarzy. Natychmiast uciekłem, bo bałem się roześmiać mu w twarz i opluć. Poszedłem samochodem na piechotę do parku ale jednak okazało się że zabłądziłem. Nie wiedziałem gdzie jestem, ponieważ, gdyż, otóż, azaliż, wielki smok zwany Machałapałaażsięwyrwała z Konstantynopolitańczykowianeczką uderzyli niechcący Hitlera oraz jego przyszywanego psa do lewej i prawej kończyny obok tylnego odwłoku osy. Okazało się, że naczelny żuk gnojówek był cieciem w parku więc zostało mu tylko marne dziesięć groszy. A łyżka została zapuszkowana, ponieważ miała duże dziury w swojej strukturze. Beznadziejny los spotkał Wybrańca szyszek nadziewanych żywicą z karmelem o smaku orzechowym z dodatkiem wódki oraz denaturaciku. Dlatego Machałapałaażsięwyrwała z Konstantynopolitńczykowianeczką stwierdzili, że koniec "Smerfów" jest bliski bo papasmerf zdradził smerfetke z ważniakiem i zgrywusem oraz marudą, niezapominając o klakierze. Wszyscy stwierdzili nienajwąsko ze papasmerf lubi sobie walnąć lufę przed spotkaniem z kolegami i ich żonami kilkoma. Najpewniej byłoby gdyby Machałapałaażsięwyrwała bez swojego wiernego męża niekulawego poszła z nienacka pod płot za potrzebą. Jego dłuuugi człon wygiął się w lewo, a następnie podstępnie zakradł się niespodziewanie pod dom swego wroga, w celu zamordowania jego kota budowy, który miał mały futrzasty ogon. Lecz potem niefortunnie poleciał na piechote do szpitala psychiatrycznego bo miał dziwne objawy i niewytłumaczalne bóle paznokcia palca dwuczłonowego naprzeciwległego kciukowi. Okazało się jednak, że drzewo wrośnięte w ten palec, stanowi niepodważalny związek z sąsiadem, który oberwał z wielkiego klocka LEGO truskawkę o smaku cytryny. Jakoś nie wiedziałem że wczoraj się zjarałem strachem dotykając wełnianą kulkę. Dotychczas jadłem tylko idiotę, który nie miał prawego mózgu, bo mu mama nie pozwalała kopać dziur w studni obok stołówki naszej bez precedensowej chałupy, ale babcia również pobiegła niezmiernie do stołówki. Wziąwszy patelnie uderzyłem się w du** psa po obiedzie. Drzewo przy kapciu złamało się obok, ale jednak na włosach zostało troszkę bitej ławki pomarańczowego syropu z kaktusa. Następnego kota, którego zarżnąłem tępym patykiem brzozowym z dodatkiem mięty. W tym czasie żwirek i jego ziomek pisali zeznania dla komendanta spod mięsnego. Komendant jednak był pijany, naćpany herbatą waniliową i wypalił oponę krawatem od teściowej brata cioci mamy córki wójka no i oczywiście psa rodziny. W tym czasie sam Bush poszedł do łazienki, żeby zobaczyć kaczkę zwaną też morskowodnym szczurem pełnolądowym. BUM! Właśnie wstał pewien pan. Poszedł w miejsce spotkania, ale nie zastał tam nikogo więc postanowił iść na lody. Idąc tak sobie zauważył, złodziei rabujących kobietę i postanowił uciec. Uciekając zaczęły go dręczyć myśli dotyczące tej biedaczki więc postanowił się rzucić z mostu. Jednak że to niekończąca się opowieść to dodam że użył spadochronu, lecz i tak połamał sobie nogi. Postanowił nie poddawać się rządzy pierogów leniwych, i szedł do Nogarena poprosić o kilo masła do placka masłowego, ale okazało się, iż tym razem nie miał nawet odwagi aby nie parsknąć kluskiem. Rok później mały kurczaczek o rozłożystych wargach upadł pod miniówke pewnej pięknej kobiety, po czym zrobił jej małego zambosa, stworzonego przez małą, zaczarowaną, kolorową, pachnącą i bardzo zieloną muchę, która przyleciała zabawić się w chowanego razem z mrówkami smerfa, który miał ich zielone wielkie stringi, które były brudne i bardzo śmierdziały od lewej strony pod pachami. Następnie słońce zgasło i zabłysło łzami, które spadły na buty miłości klejąc się jak guma balonowa z obrazkiem Damy z Łasiczką Bez Nóg i z wielkimi termosami. W międzyczasie słoń przebrany za banana spadł z góry Szczelinki. Był to jeden Krzyś od Kubusia z Kłapouszkiem, który duchy i te ich ruchy były mleko ! A on na to- wal gruche za pieniądze! Następnego poranka, przed zachodem słońca, o poranku obudził się czując, dochodzący z ciapka odgłos strzału. Zerwał się z łóżka i z wrzaskiem słyszanym zza drzwi

Max

Odp: Neverending Story!!!!
« Odpowiedź #811 dnia: Listopad 20, 2010, 19:10:35 »
Kiedyś bylem małym chłopcem, który nie znał fizyki, lecz znał się na waleniu w mur. Pewnego ranka gdy wstałem napiłem się coca-coli myśląc o swoim małym piesku który zamiast wysikać się do pewnego nocnika, zrobił dużą kupę. Zdenerwowany kupiłem kose atomową aby skosić poziomki, drzewa i budynek publiczny i komendę a potem kupiłem pojemnik na trawę, który był kurde niestety dziurawy bo ugryzła go małpa, która latała i skakała po drzewach niczym wielbłąd. Później moja mamusia nasrała mi do gardła. Następnego dnia tata dał mi du** żeby poprawić moją seksualną orientację. W sobotę piłem dużo mleka żeby mieć dobrą i długą mordę. W nocy brat ukradł mój dresik by sprzedać go ruskim za ćwierć litra i wagon białoruskich elemów. Dwa lata później spotkałem swoją starą laskę, a więc to zacząłem od gadki, której żadna dziewka się nie oprze. Następnie zaprowadziłem psa do dentysty, by zrobił mu przegląd jego uzębienia, które nie jest zbyt zadbane, więc kazałem Samowi by mył swoje zębolki, ponieważ powinien wbić sobie gwoździa w ząb. Dziś spotkałem kolegę długo zajmującego się przygotowywaniem pewnego dziwnego, ale ciekawego zamachu na ukraińską pizzerie, która jest dla mnie paskudna, ponieważ byłem w kiblu. Ostatnio szedłem po gangsterskiej dzielnicy, gdy nagle usłyszałem śmiech orangutana, popatrzyłem i ujrzałem ciągnik marki URSUS 360, który spadł z przepaści i połamał kołpaki swojemu ojcowi. Patrząc, wypiłem olej buraczany i zagryzłem język. Gdy nadszedł wieczór poszedłem do stajni mojego konia. Stał tam nagi mężczyzna z nagą ręką, umoczoną w majonezie i polaną sokiem malinowym z puszki po sardynkach, wziętych z sedesu, do którego 5 minut temu zrobiłem kupę. Popatrzył na mnie i uciekł. Podszedłem do sedesu, żeby zobaczyć jądro atomowe, przez które musiałem tydzień temu przeskoczyć. Zaśmiałem się złowieszczo, ponieważ przypomniałem sobie nagle o kanapce z pasztetem i jajkami, którą miałem okazje zjeść podczas posiedzenia rady właścicieli tajemniczych psów dingo. Po tym udałem się do pewnego pana, który ma wiele zwierząt różnej wielkości, aby porozmawiać o pewnym kamieniu śmierci. Kamień ten jest mokry niczym zdechła mysz latającą po niebie na deskorolce, z przyczepionym do nogi słoniem i dopalaczem w przedniej łapce. Wszedłem i zobaczyłem starą brzytwę, która była zardzewiała jednak miała to szczęście, że nie została zgwałcona przez łyżkę wazową. Oddałem mocz w rogu kościoła i znalazłem grób porośnięty pleśnią. O dziwo ta narośl nie miała korzeni, które przyczepiają się do pośladków, gdy się je wypina bo stwarzają dziwne pozory. Odwracając się zauważyłem kobyłę, która odpłynęła łódką pełnomorską z załogą Kolejorza, która beznadziejnie dobrze śpiewała szanty. Machnąłem różdżką albo małym tirem połączonym z apteką, którą przeleciał zły grzyb muchomorek. Ukazał się bajeczny powóz razem dziesięcioma elfami, na którym leżał zapity krecik, a dalej siedziały wróżki w zielonych dużych fartuszkach z różowymi koronkami na skarpetkach w paski. A wielbłądy latały nad rzeką obok komendy straży pożarnej. Tutaj też przyjechałem wozem strażackim, który miał takie coś krzywo wiszącego na takim czymś okrągłym z tamtym kwadratowym. Niechcący zjadłem paskudą kanapkę z pasztetem z żaby nieumytej. Poczułem jakby niemyty glon smyrał i miział mnie po brodzie długiej jak... sami wiecie. Późnym wieczorem nad ranem wskoczyłem do budki telefonicznej z zamiarem zadzwonienia do siostry mojej babci, która pojechała do Gać Wielkich Niewstrząśniętych. Następnego wieczora, niespodziewanie zobaczyłem niezidentyfikowanego uchodźca, podszedłem do niego z nienacka strasząc go wyrazem twarzy. Natychmiast uciekłem, bo bałem się roześmiać mu w twarz i opluć. Poszedłem samochodem na piechotę do parku ale jednak okazało się że zabłądziłem. Nie wiedziałem gdzie jestem, ponieważ, gdyż, otóż, azaliż, wielki smok zwany Machałapałaażsięwyrwała z Konstantynopolitańczykowianeczką uderzyli niechcący Hitlera oraz jego przyszywanego psa do lewej i prawej kończyny obok tylnego odwłoku osy. Okazało się, że naczelny żuk gnojówek był cieciem w parku więc zostało mu tylko marne dziesięć groszy. A łyżka została zapuszkowana, ponieważ miała duże dziury w swojej strukturze. Beznadziejny los spotkał Wybrańca szyszek nadziewanych żywicą z karmelem o smaku orzechowym z dodatkiem wódki oraz denaturaciku. Dlatego Machałapałaażsięwyrwała z Konstantynopolitńczykowianeczką stwierdzili, że koniec "Smerfów" jest bliski bo papasmerf zdradził smerfetke z ważniakiem i zgrywusem oraz marudą, niezapominając o klakierze. Wszyscy stwierdzili nienajwąsko ze papasmerf lubi sobie walnąć lufę przed spotkaniem z kolegami i ich żonami kilkoma. Najpewniej byłoby gdyby Machałapałaażsięwyrwała bez swojego wiernego męża niekulawego poszła z nienacka pod płot za potrzebą. Jego dłuuugi człon wygiął się w lewo, a następnie podstępnie zakradł się niespodziewanie pod dom swego wroga, w celu zamordowania jego kota budowy, który miał mały futrzasty ogon. Lecz potem niefortunnie poleciał na piechote do szpitala psychiatrycznego bo miał dziwne objawy i niewytłumaczalne bóle paznokcia palca dwuczłonowego naprzeciwległego kciukowi. Okazało się jednak, że drzewo wrośnięte w ten palec, stanowi niepodważalny związek z sąsiadem, który oberwał z wielkiego klocka LEGO truskawkę o smaku cytryny. Jakoś nie wiedziałem że wczoraj się zjarałem strachem dotykając wełnianą kulkę. Dotychczas jadłem tylko idiotę, który nie miał prawego mózgu, bo mu mama nie pozwalała kopać dziur w studni obok stołówki naszej bez precedensowej chałupy, ale babcia również pobiegła niezmiernie do stołówki. Wziąwszy patelnie uderzyłem się w du** psa po obiedzie. Drzewo przy kapciu złamało się obok, ale jednak na włosach zostało troszkę bitej ławki pomarańczowego syropu z kaktusa. Następnego kota, którego zarżnąłem tępym patykiem brzozowym z dodatkiem mięty. W tym czasie żwirek i jego ziomek pisali zeznania dla komendanta spod mięsnego. Komendant jednak był pijany, naćpany herbatą waniliową i wypalił oponę krawatem od teściowej brata cioci mamy córki wójka no i oczywiście psa rodziny. W tym czasie sam Bush poszedł do łazienki, żeby zobaczyć kaczkę zwaną też morskowodnym szczurem pełnolądowym. BUM! Właśnie wstał pewien pan. Poszedł w miejsce spotkania, ale nie zastał tam nikogo więc postanowił iść na lody. Idąc tak sobie zauważył, złodziei rabujących kobietę i postanowił uciec. Uciekając zaczęły go dręczyć myśli dotyczące tej biedaczki więc postanowił się rzucić z mostu. Jednak że to niekończąca się opowieść to dodam że użył spadochronu, lecz i tak połamał sobie nogi. Postanowił nie poddawać się rządzy pierogów leniwych, i szedł do Nogarena poprosić o kilo masła do placka masłowego, ale okazało się, iż tym razem nie miał nawet odwagi aby nie parsknąć kluskiem. Rok później mały kurczaczek o rozłożystych wargach upadł pod miniówke pewnej pięknej kobiety, po czym zrobił jej małego zambosa, stworzonego przez małą, zaczarowaną, kolorową, pachnącą i bardzo zieloną muchę, która przyleciała zabawić się w chowanego razem z mrówkami smerfa, który miał ich zielone wielkie stringi, które były brudne i bardzo śmierdziały od lewej strony pod pachami. Następnie słońce zgasło i zabłysło łzami, które spadły na buty miłości klejąc się jak guma balonowa z obrazkiem Damy z Łasiczką Bez Nóg i z wielkimi termosami. W międzyczasie słoń przebrany za banana spadł z góry Szczelinki. Był to jeden Krzyś od Kubusia z Kłapouszkiem, który duchy i te ich ruchy były mleko ! A on na to- wal gruche za pieniądze! Następnego poranka, przed zachodem słońca, o poranku obudził się czując, dochodzący z ciapka odgłos strzału. Zerwał się z łóżka i z wrzaskiem słyszanym zza drzwi począł


http://maxartist.pl/index.html

"Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. "
 "Nie mam czasu na dzień
Gdy mam chęci na noc
Nie mam czasu na sen
Gdy mam siłę i moc
Nie mam czasu być ładnym
I czyimś podwładnym
Czy sławnym
Ja muszę być ponad tym."

Abik

Odp: Neverending Story!!!!
« Odpowiedź #812 dnia: Listopad 20, 2010, 19:16:30 »
Kiedyś bylem małym chłopcem, który nie znał fizyki, lecz znał się na waleniu w mur. Pewnego ranka gdy wstałem napiłem się coca-coli myśląc o swoim małym piesku który zamiast wysikać się do pewnego nocnika, zrobił dużą kupę. Zdenerwowany kupiłem kose atomową aby skosić poziomki, drzewa i budynek publiczny i komendę a potem kupiłem pojemnik na trawę, który był kurde niestety dziurawy bo ugryzła go małpa, która latała i skakała po drzewach niczym wielbłąd. Później moja mamusia nasrała mi do gardła. Następnego dnia tata dał mi du** żeby poprawić moją seksualną orientację. W sobotę piłem dużo mleka żeby mieć dobrą i długą mordę. W nocy brat ukradł mój dresik by sprzedać go ruskim za ćwierć litra i wagon białoruskich elemów. Dwa lata później spotkałem swoją starą laskę, a więc to zacząłem od gadki, której żadna dziewka się nie oprze. Następnie zaprowadziłem psa do dentysty, by zrobił mu przegląd jego uzębienia, które nie jest zbyt zadbane, więc kazałem Samowi by mył swoje zębolki, ponieważ powinien wbić sobie gwoździa w ząb. Dziś spotkałem kolegę długo zajmującego się przygotowywaniem pewnego dziwnego, ale ciekawego zamachu na ukraińską pizzerie, która jest dla mnie paskudna, ponieważ byłem w kiblu. Ostatnio szedłem po gangsterskiej dzielnicy, gdy nagle usłyszałem śmiech orangutana, popatrzyłem i ujrzałem ciągnik marki URSUS 360, który spadł z przepaści i połamał kołpaki swojemu ojcowi. Patrząc, wypiłem olej buraczany i zagryzłem język. Gdy nadszedł wieczór poszedłem do stajni mojego konia. Stał tam nagi mężczyzna z nagą ręką, umoczoną w majonezie i polaną sokiem malinowym z puszki po sardynkach, wziętych z sedesu, do którego 5 minut temu zrobiłem kupę. Popatrzył na mnie i uciekł. Podszedłem do sedesu, żeby zobaczyć jądro atomowe, przez które musiałem tydzień temu przeskoczyć. Zaśmiałem się złowieszczo, ponieważ przypomniałem sobie nagle o kanapce z pasztetem i jajkami, którą miałem okazje zjeść podczas posiedzenia rady właścicieli tajemniczych psów dingo. Po tym udałem się do pewnego pana, który ma wiele zwierząt różnej wielkości, aby porozmawiać o pewnym kamieniu śmierci. Kamień ten jest mokry niczym zdechła mysz latającą po niebie na deskorolce, z przyczepionym do nogi słoniem i dopalaczem w przedniej łapce. Wszedłem i zobaczyłem starą brzytwę, która była zardzewiała jednak miała to szczęście, że nie została zgwałcona przez łyżkę wazową. Oddałem mocz w rogu kościoła i znalazłem grób porośnięty pleśnią. O dziwo ta narośl nie miała korzeni, które przyczepiają się do pośladków, gdy się je wypina bo stwarzają dziwne pozory. Odwracając się zauważyłem kobyłę, która odpłynęła łódką pełnomorską z załogą Kolejorza, która beznadziejnie dobrze śpiewała szanty. Machnąłem różdżką albo małym tirem połączonym z apteką, którą przeleciał zły grzyb muchomorek. Ukazał się bajeczny powóz razem dziesięcioma elfami, na którym leżał zapity krecik, a dalej siedziały wróżki w zielonych dużych fartuszkach z różowymi koronkami na skarpetkach w paski. A wielbłądy latały nad rzeką obok komendy straży pożarnej. Tutaj też przyjechałem wozem strażackim, który miał takie coś krzywo wiszącego na takim czymś okrągłym z tamtym kwadratowym. Niechcący zjadłem paskudą kanapkę z pasztetem z żaby nieumytej. Poczułem jakby niemyty glon smyrał i miział mnie po brodzie długiej jak... sami wiecie. Późnym wieczorem nad ranem wskoczyłem do budki telefonicznej z zamiarem zadzwonienia do siostry mojej babci, która pojechała do Gać Wielkich Niewstrząśniętych. Następnego wieczora, niespodziewanie zobaczyłem niezidentyfikowanego uchodźca, podszedłem do niego z nienacka strasząc go wyrazem twarzy. Natychmiast uciekłem, bo bałem się roześmiać mu w twarz i opluć. Poszedłem samochodem na piechotę do parku ale jednak okazało się że zabłądziłem. Nie wiedziałem gdzie jestem, ponieważ, gdyż, otóż, azaliż, wielki smok zwany Machałapałaażsięwyrwała z Konstantynopolitańczykowianeczką uderzyli niechcący Hitlera oraz jego przyszywanego psa do lewej i prawej kończyny obok tylnego odwłoku osy. Okazało się, że naczelny żuk gnojówek był cieciem w parku więc zostało mu tylko marne dziesięć groszy. A łyżka została zapuszkowana, ponieważ miała duże dziury w swojej strukturze. Beznadziejny los spotkał Wybrańca szyszek nadziewanych żywicą z karmelem o smaku orzechowym z dodatkiem wódki oraz denaturaciku. Dlatego Machałapałaażsięwyrwała z Konstantynopolitńczykowianeczką stwierdzili, że koniec "Smerfów" jest bliski bo papasmerf zdradził smerfetke z ważniakiem i zgrywusem oraz marudą, niezapominając o klakierze. Wszyscy stwierdzili nienajwąsko ze papasmerf lubi sobie walnąć lufę przed spotkaniem z kolegami i ich żonami kilkoma. Najpewniej byłoby gdyby Machałapałaażsięwyrwała bez swojego wiernego męża niekulawego poszła z nienacka pod płot za potrzebą. Jego dłuuugi człon wygiął się w lewo, a następnie podstępnie zakradł się niespodziewanie pod dom swego wroga, w celu zamordowania jego kota budowy, który miał mały futrzasty ogon. Lecz potem niefortunnie poleciał na piechote do szpitala psychiatrycznego bo miał dziwne objawy i niewytłumaczalne bóle paznokcia palca dwuczłonowego naprzeciwległego kciukowi. Okazało się jednak, że drzewo wrośnięte w ten palec, stanowi niepodważalny związek z sąsiadem, który oberwał z wielkiego klocka LEGO truskawkę o smaku cytryny. Jakoś nie wiedziałem że wczoraj się zjarałem strachem dotykając wełnianą kulkę. Dotychczas jadłem tylko idiotę, który nie miał prawego mózgu, bo mu mama nie pozwalała kopać dziur w studni obok stołówki naszej bez precedensowej chałupy, ale babcia również pobiegła niezmiernie do stołówki. Wziąwszy patelnie uderzyłem się w du** psa po obiedzie. Drzewo przy kapciu złamało się obok, ale jednak na włosach zostało troszkę bitej ławki pomarańczowego syropu z kaktusa. Następnego kota, którego zarżnąłem tępym patykiem brzozowym z dodatkiem mięty. W tym czasie żwirek i jego ziomek pisali zeznania dla komendanta spod mięsnego. Komendant jednak był pijany, naćpany herbatą waniliową i wypalił oponę krawatem od teściowej brata cioci mamy córki wójka no i oczywiście psa rodziny. W tym czasie sam Bush poszedł do łazienki, żeby zobaczyć kaczkę zwaną też morskowodnym szczurem pełnolądowym. BUM! Właśnie wstał pewien pan. Poszedł w miejsce spotkania, ale nie zastał tam nikogo więc postanowił iść na lody. Idąc tak sobie zauważył, złodziei rabujących kobietę i postanowił uciec. Uciekając zaczęły go dręczyć myśli dotyczące tej biedaczki więc postanowił się rzucić z mostu. Jednak że to niekończąca się opowieść to dodam że użył spadochronu, lecz i tak połamał sobie nogi. Postanowił nie poddawać się rządzy pierogów leniwych, i szedł do Nogarena poprosić o kilo masła do placka masłowego, ale okazało się, iż tym razem nie miał nawet odwagi aby nie parsknąć kluskiem. Rok później mały kurczaczek o rozłożystych wargach upadł pod miniówke pewnej pięknej kobiety, po czym zrobił jej małego zambosa, stworzonego przez małą, zaczarowaną, kolorową, pachnącą i bardzo zieloną muchę, która przyleciała zabawić się w chowanego razem z mrówkami smerfa, który miał ich zielone wielkie stringi, które były brudne i bardzo śmierdziały od lewej strony pod pachami. Następnie słońce zgasło i zabłysło łzami, które spadły na buty miłości klejąc się jak guma balonowa z obrazkiem Damy z Łasiczką Bez Nóg i z wielkimi termosami. W międzyczasie słoń przebrany za banana spadł z góry Szczelinki. Był to jeden Krzyś od Kubusia z Kłapouszkiem, który duchy i te ich ruchy były mleko ! A on na to- wal gruche za pieniądze! Następnego poranka, przed zachodem słońca, o poranku obudził się czując, dochodzący z ciapka odgłos strzału. Zerwał się z łóżka i z wrzaskiem słyszanym zza drzwi począł dziecko.

Max

Odp: Neverending Story!!!!
« Odpowiedź #813 dnia: Listopad 20, 2010, 19:26:52 »
Kiedyś bylem małym chłopcem, który nie znał fizyki, lecz znał się na waleniu w mur. Pewnego ranka gdy wstałem napiłem się coca-coli myśląc o swoim małym piesku który zamiast wysikać się do pewnego nocnika, zrobił dużą kupę. Zdenerwowany kupiłem kose atomową aby skosić poziomki, drzewa i budynek publiczny i komendę a potem kupiłem pojemnik na trawę, który był kurde niestety dziurawy bo ugryzła go małpa, która latała i skakała po drzewach niczym wielbłąd. Później moja mamusia nasrała mi do gardła. Następnego dnia tata dał mi du** żeby poprawić moją seksualną orientację. W sobotę piłem dużo mleka żeby mieć dobrą i długą mordę. W nocy brat ukradł mój dresik by sprzedać go ruskim za ćwierć litra i wagon białoruskich elemów. Dwa lata później spotkałem swoją starą laskę, a więc to zacząłem od gadki, której żadna dziewka się nie oprze. Następnie zaprowadziłem psa do dentysty, by zrobił mu przegląd jego uzębienia, które nie jest zbyt zadbane, więc kazałem Samowi by mył swoje zębolki, ponieważ powinien wbić sobie gwoździa w ząb. Dziś spotkałem kolegę długo zajmującego się przygotowywaniem pewnego dziwnego, ale ciekawego zamachu na ukraińską pizzerie, która jest dla mnie paskudna, ponieważ byłem w kiblu. Ostatnio szedłem po gangsterskiej dzielnicy, gdy nagle usłyszałem śmiech orangutana, popatrzyłem i ujrzałem ciągnik marki URSUS 360, który spadł z przepaści i połamał kołpaki swojemu ojcowi. Patrząc, wypiłem olej buraczany i zagryzłem język. Gdy nadszedł wieczór poszedłem do stajni mojego konia. Stał tam nagi mężczyzna z nagą ręką, umoczoną w majonezie i polaną sokiem malinowym z puszki po sardynkach, wziętych z sedesu, do którego 5 minut temu zrobiłem kupę. Popatrzył na mnie i uciekł. Podszedłem do sedesu, żeby zobaczyć jądro atomowe, przez które musiałem tydzień temu przeskoczyć. Zaśmiałem się złowieszczo, ponieważ przypomniałem sobie nagle o kanapce z pasztetem i jajkami, którą miałem okazje zjeść podczas posiedzenia rady właścicieli tajemniczych psów dingo. Po tym udałem się do pewnego pana, który ma wiele zwierząt różnej wielkości, aby porozmawiać o pewnym kamieniu śmierci. Kamień ten jest mokry niczym zdechła mysz latającą po niebie na deskorolce, z przyczepionym do nogi słoniem i dopalaczem w przedniej łapce. Wszedłem i zobaczyłem starą brzytwę, która była zardzewiała jednak miała to szczęście, że nie została zgwałcona przez łyżkę wazową. Oddałem mocz w rogu kościoła i znalazłem grób porośnięty pleśnią. O dziwo ta narośl nie miała korzeni, które przyczepiają się do pośladków, gdy się je wypina bo stwarzają dziwne pozory. Odwracając się zauważyłem kobyłę, która odpłynęła łódką pełnomorską z załogą Kolejorza, która beznadziejnie dobrze śpiewała szanty. Machnąłem różdżką albo małym tirem połączonym z apteką, którą przeleciał zły grzyb muchomorek. Ukazał się bajeczny powóz razem dziesięcioma elfami, na którym leżał zapity krecik, a dalej siedziały wróżki w zielonych dużych fartuszkach z różowymi koronkami na skarpetkach w paski. A wielbłądy latały nad rzeką obok komendy straży pożarnej. Tutaj też przyjechałem wozem strażackim, który miał takie coś krzywo wiszącego na takim czymś okrągłym z tamtym kwadratowym. Niechcący zjadłem paskudą kanapkę z pasztetem z żaby nieumytej. Poczułem jakby niemyty glon smyrał i miział mnie po brodzie długiej jak... sami wiecie. Późnym wieczorem nad ranem wskoczyłem do budki telefonicznej z zamiarem zadzwonienia do siostry mojej babci, która pojechała do Gać Wielkich Niewstrząśniętych. Następnego wieczora, niespodziewanie zobaczyłem niezidentyfikowanego uchodźca, podszedłem do niego z nienacka strasząc go wyrazem twarzy. Natychmiast uciekłem, bo bałem się roześmiać mu w twarz i opluć. Poszedłem samochodem na piechotę do parku ale jednak okazało się że zabłądziłem. Nie wiedziałem gdzie jestem, ponieważ, gdyż, otóż, azaliż, wielki smok zwany Machałapałaażsięwyrwała z Konstantynopolitańczykowianeczką uderzyli niechcący Hitlera oraz jego przyszywanego psa do lewej i prawej kończyny obok tylnego odwłoku osy. Okazało się, że naczelny żuk gnojówek był cieciem w parku więc zostało mu tylko marne dziesięć groszy. A łyżka została zapuszkowana, ponieważ miała duże dziury w swojej strukturze. Beznadziejny los spotkał Wybrańca szyszek nadziewanych żywicą z karmelem o smaku orzechowym z dodatkiem wódki oraz denaturaciku. Dlatego Machałapałaażsięwyrwała z Konstantynopolitńczykowianeczką stwierdzili, że koniec "Smerfów" jest bliski bo papasmerf zdradził smerfetke z ważniakiem i zgrywusem oraz marudą, niezapominając o klakierze. Wszyscy stwierdzili nienajwąsko ze papasmerf lubi sobie walnąć lufę przed spotkaniem z kolegami i ich żonami kilkoma. Najpewniej byłoby gdyby Machałapałaażsięwyrwała bez swojego wiernego męża niekulawego poszła z nienacka pod płot za potrzebą. Jego dłuuugi człon wygiął się w lewo, a następnie podstępnie zakradł się niespodziewanie pod dom swego wroga, w celu zamordowania jego kota budowy, który miał mały futrzasty ogon. Lecz potem niefortunnie poleciał na piechote do szpitala psychiatrycznego bo miał dziwne objawy i niewytłumaczalne bóle paznokcia palca dwuczłonowego naprzeciwległego kciukowi. Okazało się jednak, że drzewo wrośnięte w ten palec, stanowi niepodważalny związek z sąsiadem, który oberwał z wielkiego klocka LEGO truskawkę o smaku cytryny. Jakoś nie wiedziałem że wczoraj się zjarałem strachem dotykając wełnianą kulkę. Dotychczas jadłem tylko idiotę, który nie miał prawego mózgu, bo mu mama nie pozwalała kopać dziur w studni obok stołówki naszej bez precedensowej chałupy, ale babcia również pobiegła niezmiernie do stołówki. Wziąwszy patelnie uderzyłem się w du** psa po obiedzie. Drzewo przy kapciu złamało się obok, ale jednak na włosach zostało troszkę bitej ławki pomarańczowego syropu z kaktusa. Następnego kota, którego zarżnąłem tępym patykiem brzozowym z dodatkiem mięty. W tym czasie żwirek i jego ziomek pisali zeznania dla komendanta spod mięsnego. Komendant jednak był pijany, naćpany herbatą waniliową i wypalił oponę krawatem od teściowej brata cioci mamy córki wójka no i oczywiście psa rodziny. W tym czasie sam Bush poszedł do łazienki, żeby zobaczyć kaczkę zwaną też morskowodnym szczurem pełnolądowym. BUM! Właśnie wstał pewien pan. Poszedł w miejsce spotkania, ale nie zastał tam nikogo więc postanowił iść na lody. Idąc tak sobie zauważył, złodziei rabujących kobietę i postanowił uciec. Uciekając zaczęły go dręczyć myśli dotyczące tej biedaczki więc postanowił się rzucić z mostu. Jednak że to niekończąca się opowieść to dodam że użył spadochronu, lecz i tak połamał sobie nogi. Postanowił nie poddawać się rządzy pierogów leniwych, i szedł do Nogarena poprosić o kilo masła do placka masłowego, ale okazało się, iż tym razem nie miał nawet odwagi aby nie parsknąć kluskiem. Rok później mały kurczaczek o rozłożystych wargach upadł pod miniówke pewnej pięknej kobiety, po czym zrobił jej małego zambosa, stworzonego przez małą, zaczarowaną, kolorową, pachnącą i bardzo zieloną muchę, która przyleciała zabawić się w chowanego razem z mrówkami smerfa, który miał ich zielone wielkie stringi, które były brudne i bardzo śmierdziały od lewej strony pod pachami. Następnie słońce zgasło i zabłysło łzami, które spadły na buty miłości klejąc się jak guma balonowa z obrazkiem Damy z Łasiczką Bez Nóg i z wielkimi termosami. W międzyczasie słoń przebrany za banana spadł z góry Szczelinki. Był to jeden Krzyś od Kubusia z Kłapouszkiem, który duchy i te ich ruchy były mleko ! A on na to- wal gruche za pieniądze! Następnego poranka, przed zachodem słońca, o poranku obudził się czując, dochodzący z ciapka odgłos strzału. Zerwał się z łóżka i z wrzaskiem słyszanym zza drzwi począł dziecko. Wracając do


http://maxartist.pl/index.html

"Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. "
 "Nie mam czasu na dzień
Gdy mam chęci na noc
Nie mam czasu na sen
Gdy mam siłę i moc
Nie mam czasu być ładnym
I czyimś podwładnym
Czy sławnym
Ja muszę być ponad tym."